wtorek, 18 września 2012

Moje igielniki

Dziś zaprezentuję Wam moje igielniczki. Powstały tylko dwa i w dość dużym odstępie czasowym. Pierwszy (choć powstał jako drugi) jest to mały igielniczek uszyty z dwóch kawałków materiałów. Z materiału w drobną, niebieską krateczkę i z małego kawałka lnu użytego na wierzchu igielniczka.
Na wierzchu wyszyłam, chyba jest to ściek tzw. za igłą (jeśli jestem w błędzie to mnie poprawcie), anielicę haftującą serduszko. Do uszycia tego maleństwa zainspirował mnie tenże wzór znaleziony w książce "Przytulne dekoracje" z serii TILDA, którą kupiłam w Empiku. To był typowy impuls, może wena, zobaczyłam i musiałam mieć taki sam. Dobrze Wiecie o co mi chodzi :P
Jak na mój pierwszy raz takim typem ściegu uważam, że wyszło mi całkiem, całkiem przyzwoicie.
Zapięcia na guziczek nie ma. Zapinam na szpilkę.










A w środku trzymam podręczne igiełki i szpilki.
Kiedyś muszę wyhaftować jeszcze coś innego w takim właśnie stylu. Zakupiłam sobie nawet do tego celu spieralny, cieniutki pisaczek. Tu wzór narysowałam ołówkiem ;p










Tu kolejny igielniczek. Zupełnie inny od poprzedniego. Ten jest trochę większy i przede wszystkim filcowy.
Tak mnie wzięło swego czasu na filcowe twory czego jednym z efektów jest ten igielnik.  Na jego wierzchu jest kolorowa kompozycja kwiatowa a'la łączka.




















Środek igielnika.




To mi się podoba. Taka tasiemka do mocowania agrafek.










Innym razem pokaże co jeszcze zrobiłamz filcu.
A igły do haftu trzymam jeszcze w przeróżnych małych puszeczkach. Mimo kilku podręcznych schowków nigdy nie mogę znaleźć tej igły, której właśnie potrzebuję :D


Pozdrawiam gorąco wszystkich zaglądających!

piątek, 14 września 2012

Japonka od Lanarte


Dziś przedstawiam Wam kolejną kobietę z moich osobistych "dzieł".
Jest to japonka może gejsza od Lanarte. Szalenie mi się swego czasu spodobała i musiałam ją nabyć (jakoś nie znalazłam wzoru w internecie) więc kupiłam oryginalny zestaw w Hobby Studio. Urzekły mnie te odcienie czerwieni i szmaragdu na czarnym tle. Oryginalną czarną aidę 14ct zastąpiłam swoją ulubioną, też czarną, 18ct. Sam obrazek, w okienku paspartou, ma 29 x 40 cm. Jest taki dość duży. Ale gdyby go wyhaftować na 14ct byłby jeszcze większy. Ramka wyhaczona w promocyjnej cenie!







Japonkę bardzo fajnie się haftowało. Najdłużej zeszło mi z tym parasolem. Miałam już czasami czerwono przed oczami i nie wiedziałam czy to góra czy dół a może bok obrazka. Musiałam się dobrze zastanowić:P  Cała reszta poszła migusiem. Tam gdzie czarny kolor to po prosu czarna aida a wydaje się jakby tam były krzyżyki wyhaftowane czarną muliną. Oczywiście do xxx użyłam muliny DMC, ktora była w zestawie. Haftowałam dwoma nitkami.






Tu pozuje na fotelu. Widać jak jest duża.





A tu załapałam się na przypadkowe zdjęcie z japonką. Moja domowa, czerwona bluza i ciemne włosy super się komponują z obrazem :) Dobre:P



 
 
 
Dziękuję że mnie odwiedzacie! Pozdrawiam!!!

wtorek, 11 września 2012

Moje początki

Pomyślałam sobie, że pokażę Wam moją pierwszą pracę hafciarską. Oj, musiałam ją nieco odkurzyć. Jak już pozbyłam się z niej patyny czasu (czyt.kurzu) wydobyłam jeszcze dwie kolejne, najstarsze moje prace. Znalazłam (na Waszą prośbę) starą metryczkę, którą wyhaftowałam dla mojej córki. Mówię Wam straszne starocie. Aż sama dobrze się im dziś przyjrzałam i doznałam małego szoku. Ależ miałam technikę, a te ówczesne, dziwne materiały i moje pomysły z oprawą!

Na pierwszy ogień wrzucam zdjęcie mojego pierwszego w życiu haftu krzyżykowego.Wykonałam go w wakacje po skończeniu ósmej klasy szkoły podstawowej. A było to w 1989 roku czyli aż 23 lata temu. Strasznie szybko ten czas zleciał....
Sam wzór zaczerpnęłam z jakiegoś pisma kobiecego typu "Przyjaciółka" czy coś podobnego. Nie pamiętam już. Dlaczego krowa? Chyba dlatego, że do wyboru nic innego nie miałam.






Krówkę wyhaftowałam na materiale, chyba to jest typowa kanwa, o gęstości tak na oko 11ct mulinami znalezionymi w domowych zapasach mojej mamy. Sam materiał jest dość ciekawy. Ma dwa odcienie: jasny beż i ciemniejszy beż, które się przeplatają. W latach 80, bo pewnie wtedy moja mama go nabyła, brało się w sklepach to co było. I pewnie tym sposobem się u nas znalazł.





A  najdziwniejsze jest to, że nie do końca są to krzyżyki. Jak się przyjrzycie to zobaczycie, że to jest gwiazdka. Czyli jakby dwa krzyżyki. Jeden na drugim.  Jak widzę już wtedy miałam awersję do prześwitów.









A to mnie powaliło jak dziś zobaczyłam! Ale miałam fantazję oprawiając ten obrazek :P
A niech mnie. Po jakiego grzyba wywijałam ten materiał? Tego nie wiem. A ten gwóźdź w haczyku. Też jest niezły :) No i cudowna, szara, powgniatana tektura, która dodaje smaczku całości!
No to jest prawdziwy dramat!
Ale pamiątkę mam na całe życie i nigdy nic w nim nie zmienię!
Ramkę do obrazka, taką z surowego drewna, zdobyłam w sklepie dla plastyków.






Po tym obrazku nastąpiła kilku letnia przerwa w moim haftowaniu. Zaczęłąm liceum i moje życie zmieniło się o 180 stopni. Później pierwsza moja praca. Zajmowały i interesowały mnie zupełnie inne rzeczy....


Po kilku latach przerwy, jakbym dostała czymś w głowę, zapałałam ponownie do haftu krzyżykowego. A zainspirowała mnie do tego książka jaką zakupiłam w tamtym czasie (połowa lat 90). Znalazłam w niej dwa obrazki, które postanowiłam wyhaftować. Na mieście (mieszkałam wtedy w Sosnowcu) w pasmanteri, której już dawno nie ma, kupiłam mulinę Ariadnę. Ale wtedy to nie była taka sama mulina jak jest teraz. Kolorów było dosłownie kilkanaście i to zupelnie bez numeracji. Zupełnie matowa bez połysku.  Dobierałam ją na oko do obrazków w książce. Fajnie było:P






Mój wybór padł na te dwa obrazki. Chyba też tak chciałam, żeby u mnie zdobiły ścianę.




Oto i one w moim wykonaniu:








Kolory są moim zdaniem dziwne. A wzór był taki:





W ksiące, w legendzie do obrazka jest podana jakaś dziwna numeracja muliny DMC.
A teraz myślę, że może to były numery wełny gobelinowej DMC. No nie wiem. W każdym razie DMC była mi wtedy zupełnie nie znana. Jakaś abstrakacja zupełnie;P





 I tu też, podobnie jak w obrazku z krową są raczej gwiazdki a nie krzyżyki. Jak pomyślę sobie jaką ja miałam wtedy technikę!   A wykonanie obrazka zajmowało mi dwa razy wiecej czasu niż teraz. Zamiast jednego krzyżyka stawiałam dwa. O rany....





A te kolory, takie od czapy.
Tu już bardziej znana dziesiejsza technika - back stitche. To nawet całkiem, całkiem mi wyszło;)








A teraz, na Waszą prośbę, moja pierwsza metryczka.
Wykonałam ją dla mojej córki. Wzór znalazłam chyba w "Annie". Kiedyś była taka gazetka.
Ten materiał nie wiem skąd wyczasnęłam. To chyba jakaś 11ct jest bo straszne dziury widać. Pomarszczył się pod szkłem. Nie był usztywniany.
Kiedyś mi się ten obrazek strasznie podobał! W zasadzie nadal jest całkiem, całkiem. Ale dziś wyhaftowała bym go na 18ct i wyglądał by pewnie lepiej.






A właśnie teraz wiecie co dziwnego odkryłam?
Zupełnie w inną stronę stawiam krzyżyki!!! To jest zupełny zaskok i szok! Ale numer!









Na dziś już koniec wspominek. Taki blog to fantastyczny pamiętnik. Wszystko pozbierać można do kupy i udokumentować zdjęciami. A ile można powspominać....
Mam nadzieję, że nie przynudzałam;P

poniedziałek, 10 września 2012

Metryczka

Przeglądając wczoraj zdjęcia natknęłam się na dwie metryczki jakie w ostatnim czasie wykonałam na prezenty. Dziś zaprezentuję Wam jedną z nich bo nie mam (nie wiem jak to się mogło stać;P) zdjęć drugiej ukończonej ani oprawionej. Metryczka została podarowna  mojej siostrze więc nic straconego. Nawiedzę ją kiedyś z aparatem :)

Tą metryczkę wyhaftowałam ponad rok temu. Zestaw DMC zakupiłam specjalnie na tą okazję (w internecie jakieś tylko nie specjalnej jakości wzory chodziły). Od jakiegoś czsu bardzo mi się podobał. A w zasadzie od wystawy DMC, na którą pofatygowałam się wraz z rodzinką aż do Warszawy do Blue City. Wtedy DMC jakoś do Katowic nie zawitało.

Wystawa nie była naszym jedynym celem. Odwiedziliśmy jeszcze wspaniałą wystawę BODIES THE EXHIBITION. Zdjęć nie mam bo nie wolno było ich absolutnie robić. Mam tylko katalog wystawowy. Eksponaty (w 100%naturalne) odkrywały tajemnice działania ludzkiego ciała.
Pewnie słyszałyście o tej wystawie. Było o niej głośno. Była kontrowersyjna i  budziła skrajne emocje. Nam się podobała.

Ale wracając do metryczki. Powstała ona dla małeg Igorka.






Tu jeszcze przed oprawą.
Haftowałam ją na oryginalnej aidzie 16ct, która znajdowała się w zestawie. Już w tej chwili nie pamiętam wymiarów. Ale tak na oko to chyba 25x25cm. Ramkę do obrazka zamówiłam z podwójnym passpartou. Jedno, to pod spodem jest granatowe a na wierzchu jest ecru.














To zdjęcie przedstawia charakterystyczną łapkę misia, na której wyhaftowane jest złote serduszko.
















Dla tego samego "krasnala" wyhaftowałam karteczkę powitalną z konikiem na biegunach. Wzór pochodzi z jakiegoś archiwalnego już Cross Stitchera.  Siostrze też podarowałam podobną kartkę ale na niej jest chłopięce body. Przy okazji też strzelę fotkę bo nie posiadam.














 
Do całości dokomponowałam tabliczkę ze słowem "Witaj" tak by pasowała do konika.
 

 
 
 
Na prezenty wykonałam już kilka metryczek. Zdjęć niestety nie posiadam. A metryczki (bo zrobiłam aż dwie) dla mojej córki już mi się nie podobają więc nie będę ich pokazywać. Były haftowane już ponad 15 lat temu. Wtedy materiały i wzory nie były aż tak fajne.
Jak zrobię zdjęcia u siostry to pokażę drugą metryczkę.

sobota, 8 września 2012

Afrykanka

W mojej "twórczości" często przewijającym się motywem są kobiety i koty :P
Dziś jedna z kobiet - Afrykanka.  Afrykankę wyhaczyłam z jakiegoś starszawego numeru Cross Stitchera.  Jest to nieduży obrazek bo ma wielkość 11 x 17 cm. Haftowałam go na 18ct rustico dwoma nitkami DMC. Obrazek ma bardzo ciepłe i energetyzujące kolory. Taki w sam raz na zimne, pochmurne dni.










Afrykanka jest jednym z niewielu moich obrazków w których wykorzystane są także kolorowe koraliki.  W moim przypadku są to koraliki z domowych zasobów. I calkiem dobrze się komponują.












Złoto-żółte koraliki przyszyte są na końcówkach rzęs. Dzięki nim rzęsy wyglądają jak wachlarze.











Bardzo podobają mi się te kwiaty rozmieszczone po bokach i na dole obrazka.






Fale i loki (spreżynki) na głowie Afrykanki.